Historia Sanktuarium św. Antoniego w Radecznicy


   HISTORIA OBJAWIEŃ

Historia objawień rozpoczyna się 8 maja 1664 roku. To właśnie wtedy w malowniczej scenerii Roztocza, pośród pięknych krajobrazów, po raz pierwszy w historii Polski objawił się św. Antoni. Ukazał się on na Łysej Górze, u stóp której leży wieś Radecznica. Świętego ujrzał ubogi jej mieszkaniec, trudniący się tkactwem Szymon. Historyczne źródła i tradycyjne przekazy zgodnie utrzymują, iż Szymon Tkacz (tak będzie on później nazywany) otrzymał łaskę rozmowy ze świętym. W kilku objawieniach św. Antoni wyrażał życzenie, aby na Łysej Górze powstała świątynia. Święty zapewniał, że gromadzący się tutaj jego czciciele otrzymają od Boga liczne łaski. U stóp góry, przy źródłach wodnych objawienia się powtórzyły. Tradycja podaje, że św. Antoni błogosławił wodę, dzięki której wierni dostąpili wielu uzdrowień. Zadaniem Szymona było przekonać odpowiednie władze kościelne i zacniejszych mieszkańców okolic o autentyczności objawień, a także skłonić do wypełnienia pragnień Świętego.

W późniejszym czasie powstało wiele legend opowiadających wydarzenia z góry objawień. Niektóre z nich podają dość szczegółowe informacje. Przekazywane były nawet całe dialogi prowadzone przez św. Antoniego z Szymonem. Podania te opowiadały o trudnościach tkacza związanych z udowodnieniem faktu objawień, o podróży do franciszkanów w Zamościu, mówiły o pomocy św. Antoniego udzielanej w tych momentach Szymonowi. Część tych barwnych opowieści popularyzowana była za pomocą druku, część została udokumentowana na osiemnastowiecznych obrazach ukazujących powstanie i rozwój sanktuarium. Autorem kilkunastu dużych płócien jest Gabriel Słowiński. Niektóre obrazy dokumentowały cuda, jakich w Radecznicy doznali wierni za przyczyną Świętego.

Jak to zwykle bywa przy objawieniach prywatnych, zarówno duchowni jak i świeccy nie od razu dali wiarę Szymonowym świadectwom. Pobożność ludu nie potrzebowała jednak oficjalnego dekretu. Wierni i bez niego zaczęli gromadzić się w miejscach wskazanych przez Szymona. Początkowo na miejscu objawień stanął krzyż. Przy nim odbywały się pierwsze zgromadzenia wiernych; przy nim też dochodziło do niezwykłych zdarzeń, którym przypisywano znamiona cudów.

Za sprawą sufragana chełmińskiego biskupa Mikołaja Świrskiego wzniesiono na górze objawień drewnianą kaplicę i mały klasztor. Dnia 20 czerwca 1667 roku wprowadzili się do niego duchowi synowie św. Franciszka z bernardyńskiej prowincji ruskiej.

Dzięki pracy bernardynów sława św. Antoniego z radecznickiego sanktuarium stale rosła, a góra objawień stała się miejscem coraz liczniejszych pielgrzymek. Wzrost kultu i liczby pątniczych grup świadczyły o żywotności rodzącego się sanktuarium, w którym wierni szczodrze byli obdarowywani licznymi łaskami. Spisywano je w specjalnej księdze; ich wiarygodność badała komisja teologów wyznaczona przez biskupa chełmskiego Stanisława Święcickiego. Delegaci biskupa - członkowie kolegiaty zamojskiej - w roku 1679 przeprowadzili w Radecznicy przesłuchania kilkudziesięciu osób. Uwieńczeniem ich pracy był protokół zawierający złożone pod przysięgą świadectwa o doznanych łaskach. Fakt ten przyczynił się do potwierdzenia autentyczności objawień św. Antoniego oraz nakłonił do jeszcze większej aprobaty dla rozwijającego się w Radecznicy kultu Świętego ze strony władz kościelnych i państwowych, które już wcześniej darzyły to sanktuarium nieukrywaną życzliwością. Opiekę nad nim gwarantowali biskupi, sejm Rzeczpospolitej, a nawet sam król Jan III Sobieski.

   BUDOWA KOŚCIOŁA I ROZWÓJ SANKTUARIUM

Sława radecznickiego sanktuarium św. Antoniego zataczała coraz szersze kręgi i sprowadzała tu rzesze pielgrzymów, których trudno było sprawnie i dobrze obsłużyć w małym, drewnianym kościółku i niewielkim, także drewnianym klasztorze. Bernardyni postanowili wznieść trwały, murowany kościół i klasztor oraz rozbudować sanktuarium. W 1695 r. kościół był już konsekrowany. Wzniesiona w stylu barokowym świątynia dominowała nad okolicą. Ciekawe architektoniczne rozwiązania proponowane przez Michała Linka, oficera artylerii twierdzy zamojskiej i budowniczego fortyfikacji Zamościa, zostały zaakceptowane przez fundatorów. Architekt wykonał je na zlecenie ordynata Marcina Zamoyskiego.

Do kościoła prowadzą trzy kondygnacje schodów i szeroka arkadowa loggia rozciągająca się wzdłuż całej fasady. Fronton kościoła jest dwuwieżowy z podwójnymi pilastrami i gzymsowaniami. Jednonawowe wnętrze świątyni o sklepieniu krzyżowym zostało wyposażone w jedenaście barokowych ołtarzy. W głównym ołtarzu umieszczono obraz przedstawiający św. Antoniego z Dzieciątkiem Jezus i lilią. Obraz ten w niedługim czasie został uznany za łaskami słynący.

Do wzniesienia kościoła i klasztoru w dużej mierze, oprócz wspomnianego biskupa Świrskiego, przyczynił się Jan Karol Romanowski, podkomorzy chełmski i Elżbieta z Drohojowskich Kopczyńska, którą zakonnicy nazywali fundatorką kościoła. Wcześniejsze prace bernardynów w Radecznicy wspierała księżna Gryzelda Wiśniowiecka z Zamościa i jej syn Michał, późniejszy król Polski.

Z tego samego okresu pochodzą murowane kaplice, które - według przekazu - zostały usytuowane w miejscach objawień. Kaplice te znajdują się w tak zwanym lasku św. Antoniego. U podnóża góry, nad źródłami wzniesiono na palach drewnianą kaplicę.

Tak przygotowane sanktuarium w doskonalszy sposób mogło zatroszczyć się o pielgrzymów. Największe ich rzesze przybywały 13 czerwca, na doroczny odpust ku czci Świętego. Już w tym czasie odpusty gromadziły po kilkanaście tysięcy pątników. Największy jednak rozwój ruchu pielgrzymkowego, a tym samym także wzrost popularności św. Antoniego i rozgłos Radecznicy, przypada na lata 1815-1869. Wówczas to odpusty gromadziły kilkudziesięciotysięczne rzesze pielgrzymów, a sama Radecznica zyskała miano "Częstochowy lubelskiej". Dziennikarz Tygodnika Ilustrowanego w 1861 r. zanotował: "Czem Częstochowa dla całej Polski, tem Radecznica jest dla Lubelskiego. Do Częstochowy dążą pobożni z najodleglejszych zakątków Kraju; Radecznicę znają wszyscy mieszkańcy tej części ziemi, która zamknięta jest Bugiem, Wieprzem i Wisłą".

   KASATY KLASZTORU I POWRÓT BERNARDYNÓW

Po powstaniu styczniowym działalność zakonów została ograniczona, w niektórych miejscach nawet wstrzymana. Represje carskie nie ominęły także bernardynów z Radecznicy. W roku 1869 władze zaborcze zamknęły klasztor. Na miejsce bernardynów zostali sprowadzeni duchowni uniccy. Później przebywali tu kolejno duchowni prawosławni i prawosławne zakonnice. Przed opuszczeniem Radecznicy bernardyni rozdali mienie klasztoru okolicznym parafiom. Sanktuarium nie funkcjonowało przez 50 lat. Prawosławie sprawiło, że kościół został przebudowany. Nadano mu wystrój bizantyńskiej cerkwi. Na dachu świątyni pojawiły się charakterystyczne dla tego obrządku kopuły. Zmiany przyniósł dopiero rok 1915.

Rekoncyliacji świątyni dokonano w sam dzień odpustu 13 czerwca 1916 r. Z czasem do Radecznicy wrócili bernardyni. Zaraz też przystąpili do przywrócenia sanktuarium właściwego blasku. Wskrzeszona została praktyka odpustów. Wierni zawsze honorowali świętość tego miejsca. W latach trzydziestych naszego wieku przybywało tu ponad 70 tysięcy pielgrzymów.

Zakonnicy zadbali o to, by sanktuarium św. Antoniego z Radecznicy stało się także ośrodkiem kulturotwórczym. Tutaj powstało kolegium serafickie, które kształciło młodzież męską. Tutaj organizowano naukowe odczyty, projekcje filmów oświatowych, imprezy kształtujące narodowe aspiracje Polaków. W roku 1938 powstała drukarnia, która wydawała także własne czasopismo noszące tytuł "Głos Kolegialny".

Lata drugiej wojny światowej były dla radecznickich bernardynów czasem, w którym zdawali oni egzamin z umiłowania ojczyzny. W klasztorze znajdowały schronienie osoby poszukiwane przez Gestapo. Klasztor drukował ulotki, prowadził tajne nauczanie w zakresie szkoły średniej, w jego murach szkolono żołnierzy AK.

Po wyzwoleniu bernardyni otworzyli w Radecznicy gimnazjum koedukacyjne. Klasztor nadal pozostawał dominującym ośrodkiem życia religijnego i kulturalno-oświatowego w całej okolicy.

Ożywiona działalność bernardynów została przerwana przez władze komunistyczne. Było to 20 czerwca 1950 r. Funkcjonariusze UB wtargnęli do klasztoru nocą. Szkoła została zamknięta. Zakonników aresztowano. Najazd ten został nazwany drugą kasatą klasztoru. Bezpośrednią przyczyną tej akcji była współpraca bernardynów z Armią Krajową, a później z organizacją Wolność i Niepodległość oraz Inspektoratem Zamojskim AK. Aresztowanym zakonnikom wytoczono proces. Wszyscy, wraz z prowincjałem, zostali skazani na długoletnie więzienia. W akcie oskarżenia zarzucano im, iż przemocą usiłowali obalić system komunistyczny w Polsce. Dopiero w październiku 1995 r. oskarżeni zakonnicy zostali zrehabilitowani i uznani za osoby walczące o niepodległość Ojczyzny.

   CZASY WSPÓŁCZESNE

Po tych smutnych doświadczeniach zakonnicy pracowali w zmienionych warunkach politycznych i w maksymalnie okrojonych pomieszczeniach. By osłabić ich pozycję, władze postanowiły umieścić w klasztorze szpital psychiatryczny. Mimo to sanktuarium funkcjonowało. Wierni nie pozwolili przełamać się politycznej presji. Urzędnik UB, strzegący bram klasztornych w dzień odpustu, ustępował przed stanowczą decyzją pielgrzymów zamierzających odwiedzić święte miejsca. Z czasem sytuacja się normowała. Sanktuarium św. Antoniego w Radecznicy odżyło. Zakon odzyskał część własności, a części zrzekł się na rzecz Skarbu Państwa. Z roku na rok odpusty stają się coraz liczniejsze, ożywają procesje w lasku św. Antoniego. Wierni wiedzą, iż są u siebie, u swego Patrona.

W ostatnich kilku latach sanktuarium św. Antoniego w Radecznicy odzyskało dawną świetność. Kościół główny został starannie odrestaurowany, na swoje miejsce powróciły obrazy dokumentujące historię sanktuarium, wcześniej odnowiono wszystkie kaplice. Rok 1995, ze względu na jubileusz antoniański, miał przynieść uwieńczenie prac konserwatorskich. Tak też się stało. Blask świątyni i wszystkich obiektów sakralnych był godny ich Patrona.

Rok ten był jednak dla Radecznicy także rokiem smutnych doświadczeń. 30 lipca w sanktuarium wybuchł pożar. Strawił on cudowny obraz, polichromię świątyni, organy i inne ruchome sprzęty. Straty oszacowano na ponad sześć miliardów starych złotych. Wierni, którzy umiłowali to miejsce, zaraz przybyli z pomocą. W kilka dni po pożarze w świątyni stały już rusztowania. Niemal od razu zaczęły napływać ofiary. Spontaniczność osób czczących św. Antoniego była tak dalece idąca, że w przeciągu pięciu miesięcy bernardyni potrafili odrestaurować prezbiterium świątyni. Jego poświęcenia dokonał biskup zamojski Jan Śrutwa, w dniu 26 grudnia 1995 r., a więc w trwającym jeszcze Roku Antoniańskim. Kultowy obraz przedstawiający św. Antoniego został wykonany przez krakowskiego artystę p. Jerzego Kumalę. Wystrój prezbiterium świątyni jest kopią tego sprzed pożaru.

opracował o. Błażej Budnik ofm




W "Roku Życia Konsekrowanego" Sanktuarium Św. Antoniego Padewskiego w Radecznicy zostało przez Papieża Franciszka podniesione do godności Bazyliki Mniejszej. Jego Świątobliwość papież Franciszek podpisał bullę podnoszącą nasze Sanktuarium do godności Bazyliki. Nasza Bazylika jest pierwszą w diecezji Zamojsko-Lubaczowskiej. Dekret wydano 17 czerwca 2015r.
Uroczysta proklamacja Bazyliki odbyła się 6 września 2015r. pod przewodnictwem Abp. Celestino Migliore - Nuncjusza Apostolskiego w Polsce i biskupa Mariana Rojka ordynariusza zamojsko - lubaczowsklego. Bogu niech będą dzięki za zaszczyt jakim zostało wyróżnione Sanktuarium.

Wypominki za zmarłych




Tu można pobrać wybrany formularz do wydrukowania, i przesłania na adres klasztoru imion zmarłych za których modlimy się w listopadzie